
Już nie mam sił. Znowu dzwoniła ze szkoły pani pedagog. Nauczycielka na polskim i nauczyciel na geografii nie dawali sobie rady. W poradni na Czereśniowej powiedzieli, że to nie jest ADHD. Więc co? Syn przeszkadza na lekcjach. Kręci się. Wiem, że dokuczają mu inni koledzy, ale to co on wyprawia przechodzi już wszystko!!!! Czy to znaczy, że jest "normalny" tylko wredny!? Zmiana klasy nic nie dała. Wydaje mi się, że chyba jednak chodziło o to, że nauczycielka nie dawała już sobie rady, dlatego syna przeniesiono. Teraz wychowawcą jest mężczyzna, ale nic się nie zmieniło. Wręcz jest gorzej. Chodzę raz w tygodniu do szkoły. Rozmawiam z synem ale to nic nie pomaga. Jak tylko znajduje się w szkole, to wstępuje w niego zły duch. Robi wszystko, żeby tylko zwrócić na siebie uwagę. Nauczyciele mają już go dość. Prawdę mówiąc ja też. W domu traktuje mnie strasznie. Wogóle nie słucha. Pyskuje, zawsze na moje jedno zdanie ma dziesięć swoich. Wydaje mi się, że za wszelką cenę chce mnie wykończyć. Niewiele już mi zresztą trzeba. Mam nerwy w strzępach. POMOCY. Naprawdę myślę już o tym, żeby go gdzieś oddać, mi nie udało się go wychować, choć Bóg światkiem bardzo się starałam.
Dorota